mozesz

Kto, jak nie Ty!

Do napisania tego tekstu natchnęli mnie moi Pacjenci, którzy są dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Pracuję z osobami doświadczającymi często bardzo uciążliwych objawów, m.in. z osobami cierpiącymi na bulimię, napadowe objadanie się. Osoby te, najczęściej mają mocno negatywny stosunek nie tylko do swojego ciała i wyglądu, ale także do samych siebie w różnych aspektach funkcjonowania. Pamiętam, jak na jednej z sesji zdziwiłam się bardzo, gdy usłyszałam, że mój pacjent, wspominając okres szkolny i stresy związane ze sprawdzianami powiedział, że wyrażając swój lęk przed porażką usłyszał od rodziców: „No, kto jak nie ty. Na pewno zdasz.” Te słowa były dla mojego pacjenta (i podejrzewam, że wielu innych osób także) źródłem dodatkowego stresu i obciążenia, a nie wyrazem wsparcia. Zaciekawiona, postanowiłam przyjrzeć się temu, z jakiego powodu przekaz „kto jak nie ty” można odbierać jako: „Musisz być najlepszy. Nie wolno ci mnie rozczarować”, zamiast np.: „Wierzę w ciebie. Dasz sobie radę najlepiej, jak będziesz umiał/a”.

Obciążenie, czy wsparcie?

W najlepszym wypadku moi pacjenci na początku terapii siebie nie lubią. Niestety znaczna ich część pała do siebie odrazą, czy wręcz nienawiścią. Przeżywają złość wobec tego, co robią lub czego nie robią oraz wobec tego, jacy w swoim odczuciu są. Ich „ja realne” – czyli to jak siebie widzą, jak siebie przeżywają, mocno odbiega od tego, jacy chcieli by być („ja idealne”) lub jacy, według siebie lub według swoich wyobrażeń o oczekiwaniach innych – być powinni („ja powinnościowe”).

Człowiek o stabilnym „ja realnym”, czyli adekwatnej wiedzy na temat tego jaki jest, jakie ma zasoby (np.: jest wrażliwy, ma prawo jazdy, umie bielge posługiwać się językiem angielskim), oraz jakie ma braki (np.: kłopoty z organizacją czasu, bałaganiarstwo, nieznajmomość języka francuskiego), zdecydowanie łatwiej przyjmuje zarówno krytykę, jak i komplementy. Ani od krytyki ani od komplementów nie uzależnia swojego dobrego samopoczucia. Ma tzw. oparcie w samym sobie.

Osoba, u której obraz „ja realnego”, czyli to, kim według siebie jest, odbiega od „ja idealnego” jest skłonny do przeżywania smutku, apatii, rezygnacji. Przyjmuje zdanie innych jakby mieli patent na nieomylność, ponieważ sam siebie nie przeżywa jako kogoś wartościowego, przepaść pomiędzy „ja realnym”, a „ja idealnym” jest ogromna. Gdy zaś doświadczamy rozdźwięku pomiędzy „ja realnym”, a „ja powinnościowym” pojawiają się najczęściej takie odczucia jak: poczucie wstydu, poczucie winy i lęk.

To tłumaczy, w jakiej sytuacji stwierdzenie „Kto, jak nie ty” wywołuje stres. Podsumowując – jeśli istnieje duża różnica między tym jak ja siebie postrzegam, a tym jaki/a chciałabym być lub jaki/a powinienem/powinnam być, wówczas dużo łatwiej interpretować wypowiedzi innych jako atak lub wyraz niezadowolenie z ich strony. Gdyż, de facto, to my siebie bez przerwy torpedujemy oraz jesteśmy z siebie niezadowoleni. To, czego doświadczamy w sobie, jest nam łatwiej zobaczyć na zewnątrz. To zjawisko nosi nazwę selektywnej, czyli wybiórczej uwagi (zwracam uwagę na to, co mnie dotyczy lub czego się boję, a pomijam inne elementy rzeczywistości).

Pojawia się pytanie – skąd rozdźwięk pomiędzy „ja realnym” a „ja idealnym” lub/i „ja powinnościowym”

Jednym z możliwych wytłumaczeń może być zagadnienie i potrzeba bezwarunkowej akceptacji, bycia kochanym. Za dostarczenia nam takiej pewności, że niezależnie od tego, jacy jesteśmy, jesteśmy ważni, chciani i kochani są odpowiedzialni najbliżsi opiekunowie, czyli najczęściej rodzice. Niestety, nie zawsze umieją nam to okazać. A czasem po prostu tej bezwarunkowej akceptacji wobec nas nie czują.

Słów kilka o bezwarunkowej akceptacji

Daleka jestem od twierdzenia, że jedyną przyczyną powstawania takich zaburzeń jak np. bulimia, jest brak wsparcia ze strony bliskich. Bliżej mi do stwierdzenia, że brak empatii, czyli umiejętności wczuwania się w przeżycia i nastroje innych oraz warunkowa akceptacja mocno się wiążą z niskim poczuciem własnej wartości oraz rzutują na obraz samego siebie.

Co to znaczy warunkowa akceptacja? Zobrazować to można takim zachowaniem rodzica, które buduje w dziecku przekonanie, że jeśli będzie robić coś np.: zabronionego, to rodzic je odrzuci, czyli nie będzie dostępny fizycznie lub psychicznie, co dla małej, całkowicie zależnej istoty jest zagrożeniem fundamentalnym. Znam osoby, których rodzice karali je za przewinienia np.: milczeniem. Takie zachowanie może dawać przekaz: „będę cię kochać, tylko pod warunkiem, że będziesz <grzeczny/a>”.

W tym kontekście łatwiej zrozumieć, że słowa „Kto, jak nie ty!” mogą zostać zinterpretowane jako warunek akceptacji oraz brak przyzwolenia na porażkę, błąd, złą ocenę w szkole.

Co może myśleć o sobie osoba, która usłyszy komunikat: „kto jak nie ty”, przed trudnym dla niej wyzwaniem, odczuwająca lęk i napięcie

Może myśleć, np. tak:” Skoro nikt tylko ja, to nie mogę przecież zawieźć. Nie może mi się nie udać. Bo jak odniosę porażkę to… stracę akceptację najbliższych, albo gorzej – wyrządzę im przykrość, zawiodę.” To oczywiście przedkłada się na sposób postrzegania samego siebie i przeżywanie podwójnego stresu: „Jestem do bani. Do nieczego się nie nadaję”. Tworzy się przekonanie, że jeśli mi się nie uda, będę gorszą wersją siebie. Powstają warunki własnej akceptacji. A „ja realne” ulega zniekształceniom. Nieadekwatny obraz siebie swoje źródło ma w tzw. błędach poznawczych, czyli np.: wyolbrzymianiu wad lub/i umniejszaniu osiągnięć.

 Słów kilka o warunkowej i bezwarunkowej miłości

Na wagę złota są rodzice, którzy potrafią w wystarczający sposób okazać dzieciom, że bez względu na to, co dziecko zrobi lub nie, czy powie „tak”, czy odmówi miłość rodzica i akceptacja dziecka będą stałymi elementami jego rzeczywistości. Gorzej, gdy rodzice mylą ocenę zachowania dziecka z oceną jego, jako osoby. Brak uważności na wypowiadane słowa, może nieść za sobą potężne konsekwencje.

Eksperyment

Część 1

Zamknij oczy i powiedz sobie w myślach „Ale jesteś fleja”. Pooglądaj swoje uczucia, myśli. Jak takie zdanie wpływa na Twoją samoocenę i czy? Oczywiścei zależy bardzo kto te słowa wypowiada. Jeśli osoba obojętna emocjonalnie, pewnie wzruszę ramionami i pójdę swoją drogą. Nie zawsze jednak można to zrobić, bo gdy takie słowa wypowiada ważna dla mnie osoba, sprawa przybiera diametralnie inny obrót. Jeśli jestem dzieckiem taka osoba ma dodatkową władzę – całkowicie od niej zależę. Dodatkowo, to ona pokazuje mi świat, mówi jaki jest, a więc także jaka ja jestem. Jeśli jestem fleją, grubasem, bałaganiarą, to tak właśnie jest. Nie mam podstaw, żeby jej nie wierzyć. Jako dziecko, nie mam jeszcze wykształconych mechanizmów, żeby się obronić. Powiedzieć np.: „to, co mówisz jest dla mnie krzywdzące. Ja tak o sobie nie myślę.” Dodatkowo ocena osoby odbiera możliwość zmiany. Bo skoro jestem fleją, to jest to niejako „wbudowana” we mnie cecha. Taka jestem. Nie mogę tego zmienić, tak jak nie mogę zmienić koloru skóry albo grupy krwi.

Część 2

Znów zamknij oczy i powiedź sobie „Popatrz jak porozrzucałaś papierki, nie podoba mi się takie zachowanie. Proszę posprzątaj”. Teraz też pooglądaj swoje uczucia, myśli. Jak takie zdanie wpływa na Twoją wartość jako osoby i czy? Lepiej? Na pewno, nie jest miło słuchać krytyki, ale przynajmniej wiem, co zrobiłam, jakie to uczucia wywołuje w drugiej osobie, a dodatkowo – eureka! – dostaję podpowiedź jak mogę tę sytuację zmienić. Czyli krytykuje się moje zachowanie, a nie mnie. Nie jestem fleją, tylko porozrzucałam papierki. Pozbieram i świat się na tym nie skończy. Nadal ja, jako osoba jestem okej, nie okej jest tylko moje zachowanie. Można iść dalej.

Więc kto, jak nie ja – zdanie które ma wyrażać słowa: „wierzę w ciebie. Jestem pewna, że dasz sobie radę”. Mogą być odczytane – „nie może ci się nie udać.” Fala stresu i lęku, to naturalne uczucia, gdy nie mam przyzwolenia na wpadkę, porażkę, błąd. „Jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt sobie nie poradzi.” A jeśli poradzi? Jeśli na klasówce/egzaminie pójdzie komuś lepiej, to co to mówi o mnie?

Huśtawka między niebem a piekłem

Albo jestem genialna, wiadomo, najlepsza, albo jestem nikim. Moi pacjenci często są zakleszczeni na takiej przeklętej huśtawce – pomiędzy oczekiwaniami (faktycznymi bądź wyimaginowanymi) innych, a często swoich własnych, a poczuciem totalnej, nieodwracalnej porażki. Stawiają sobie warunki akceptacji – jeśli schudnę, będę w życiu szczęśliwa. Jeśli to, czy tamto uda mi się zrobić, będę wreszcie ok. Odczuję upragnioną ulgę. Czy aby na pewno? Czy rzeczywiście uda się kiedykolwiek napełnić dziurawe wiadro?

Często zapominamy albo nikt nam o tym nie powiedział (nie dał bezwarunkowej akceptacji), że ok jesteśmy już TERAZ. Po prostu. Nic więcej nie musimy robić. To, co może podlegać zmianie, to zachowanie i sposób myślenia. Bardzo ważne, żeby umieć to oddzielać.

Nauka akceptacji swoich uczuć i siebie to jest to, co często dzieje się w psychoterapii. Moim zdaniem, jako specjalisty jest pomoc Pacjentom w odróżnieniu tego, co może być zmienione od tego, co zmianie nie podlega, albo nie jest ode mnie zależne.

Pozwól sobie na „słabość”

Zdanie, które budzi dreszcze u większości osób cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości – no bo jak pozwolić sobie na „słabość”? Na bycie nikim mam sobie pozwolić? Na utratę akceptacji, wyśmianie, odrzucenie? Takie przekonania często towarzyszą tym, którzy przychodzą do mojego gabinetu. Zwracam im wtedy zazwyczaj uwagę na błąd poznawczy polegający na biało-czarnym myśleniu. Bycie słabym wbrew pozorom nie wyklucza bycia silnym i odwrotnie. Chwilowy nastrój, czy emocje nie definiują całego człowieka. Dla przykładu: czy jeśli jestem zazdrosna o kogoś, czy to znaczy, że jestem zazdrośnicą? Czy przeżywam emocje zazdrości non-stop? Oczywiście, odpowiedź jest prosta. Zdarza mi się przeżywać zazdrość, jak wiele innych emocji. Natomiast to, że tak czuję nie świadczy o mnie ani dobrze, ani źle. Mogę się tej mojej zazdrości przyglądać, jeśli utrudnia mi życie, w negatywny sposób wpływa na mój związek. Ale sama w sobie po prostu jest.

Kto jak nie ty – wnioski

Psychoterapia – w moim rozumieniu – polega na docenieniu człowieka takim, jakim jest. Ze wszystkimi jego mocnymi stronami i wszystkimi słabościami. Nad tym, które dla danej osoby są najbardziej uciążliwe – pracujemy, starając się wykluczyć warunki, własnej akceptacji, które zamiast motywować do rozwoju stają się przysłowiowym kijem włożonym w szprychy.

psycholog, Gabriela Sułkowska

Przeczytaj też