Dlaczego istnieje cyberprzemoc ?

 

Wiemy nie od dziś, że słowo może dotkliwiej ranić niż cios. Jednakże kiedy w grę wchodzą powtarzające się działania, anonimowość i różne formy, przed którymi trudno się ustrzec, może dojść do tragedii. Brak pomocy oraz nie wołanie o nią może prowadzić do stanów lekowych, depresji, a w konsekwencji nawet do samobójstwa. Przez to, że jest to codzienność przede wszystkim wśród nastolatków takie konsekwencje są coraz częstsze…
Cyberprzemoc to celowe działanie przez zastraszanie, nękanie oraz wyśmiewanie przez wykorzystanie Internetu oraz komunikatorów elektronicznych.

(więcej…)

LIST PANI ANI – AMBASADORKI KAMPANII ZOBACZ…ZNIKAM

 

List mamy 17-latki, która zachorowała na depresję.

Terapeuci, przyjaciele, rodzina…wszyscy mówią, żeby się nie obwiniać. My matki dzieci w depresji i po próbach samobójczych zawsze jednak będziemy, gdzieś na dnie serca czuły, że może mogłyśmy zrobić coś inaczej? Lepiej?

Zaczęło się w drugiej klasie gimnazjum. Pewnie w duszy mojej córki dużo wcześniej, ale wtedy właśnie ja dostrzegłam zmianę w jej zachowaniu. Marta przemalowała w wakacje swój pokój. Jedna ściana była czarna. Jesienią siedziała tam po ciemku i grała na gitarze. Nocami projektowała ciuchy do szkoły – wycinała bluzki, malowała na nich wzory i napisy. Czarną farbą, mówiące o śmierci, o pokręconym życiu….Na ścianie powiesiła swoje rysunki w podobnej stylistyce i wymowie. Taki taniec ze śmiercią. Byłam zajęta sobą, młodszym synem, bólem i rozczarowaniem po rozwodzie. Swoimi depresyjnymi nastrojami. Telefonu ze szkoły nigdy nie zapomnę. Dzwoniła ulubiona nauczycielka Marty. Zasugerowała, że córka może samookaleczać się i chować cięcia pod plecionymi i skórzanymi bransoletkami, które nosiła na przegubach dłoni. Obrazy dzieciaków, które to robią, zamieszczone w internecie, zwłaszcza na jednym z portali, na który weszłam jakiś czas po tej informacji, prześladują mnie do dziś. „Czy wiesz, gdzie jest Twoje dziecko?” Tak. W pokoju obok. Nie, nie mam pojęcia. Gdzieś w sieci….Nauczycielka niestety miała rację. Godziny u psychologów, spotkanie z psychiatrą. Marta nie chciała współpracować. Dużo później dowiedziałam się, że musiała czuć olbrzymi ból w środku, ból duszy, by robić takie rzeczy. To był jej sposób na emocje. Jej i tysięcy nastolatków skrzykujących się w sieci. Tłumaczyła mi, że oni jej pomagają. Rozumieją.

(więcej…)

Alternatywy w edukacji dzieci

Któż z nas nie słyszał słynnego fragmentu wiersza, a właściwie rad, Ignacego Balińskiego „Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz…”? No właśnie, a jak to jest z tą nauką?

Przychodzi taki czas w wychowaniu dzieci, kiedy rodzice muszą podjąć szereg ważnych decyzji, które mogą znacząco wpłynąć na życie ich pociech. Rozpoczynając poszukiwania odpowiedniego żłobka, przedszkola a potem szkoły rodzice nie kierują się już wyłącznie odległością od domu rodzinnego. Bardzo ważną rolę odgrywa oferta edukacyjna m.in. liczba godzin języków obcych czy różnorodność zajęć pozalekcyjnych. Dodatkowo wzrasta liczba rodziców, którzy w wyborze szkoły kierują się nie tyle ilością przekazywanej wiedzy,
a podejściem pedagogicznym i atmosferą szkoły.

Poszukując odpowiedniej instytucji edukacyjnej dla naszego dziecka istotną decyzją, którą musi podjąć każdy rodzic, jest decyzja o tym, czy ma to być placówka publiczna czy prywatna.

(więcej…)

4 pytania o anoreksję

Kiedy miałam 15 lat w gazetach i Internecie napotykałam na to groźnie wyglądające słowo – anoreksja. Jedni mówili, że kobiety chcą wyglądać, jak modelki i dlatego przestają jeść. Inni wskazywali na niebezpieczeństwa ruchu pro-ana i jego śmiertelne żniwo. Mając 17 lat rozpoczęłam terapię, byłam jedną z dziewczyn chorych na anoreksję. Moim autorytetem nie były chude modelki, nigdy nie śledziłam ruchu pro-ana – zdecydowanie się mu sprzeciwiałam. Zaburzenia odżywiania potrafią przybrać różne formy i twarze. Często osób, które kochamy i na których nam zależy. Wtedy w naszej głowie pojawiają się pytania, czym właściwie są te choroby? Dlaczego się pojawiają i jak się z nimi zmierzyć? Poznaj odpowiedzi na 4 pytania o anoreksję.

(więcej…)

Na pomoc osobom w żałobie po śmierci samobójczej kogoś bliskiego

Strata bliskiej osoby w wyniku samobójstwa powoduje cierpienie, wywołuje zazwyczaj poczucie winy i często spotyka się z  niezrozumieniem w  społeczeństwie. Doświadczane objawy po tego typu stracie są tak kompleksowe i wywierają tak znaczący wpływ na życie bliskich, że wielu autorów uważa, iż mają one wymiar traumy, urazu psychicznego, zagrażającego zdrowiu i życiu, które prowadzą do głębokich zmian w funkcjonowaniu człowieka.

(więcej…)

„Zaburzenia odżywiania się i uzależnienia” spotkanie 4: okiem lekarza, już 14.10

Zapraszamy serdecznie na kolejne spotkanie realizowane w ramach projektu miejskiego: „Zaburzenia odżywiania się i uzależnienia”. Tym razem zajęcia wykładowo – warsztatowe poprowadzi lekarz psychiatra i psycholog. Co ważne jest w medycznej ocenie ED? Zachęcamy do przybycia! Rozpoczynamy o 9.00.
ul. Czerniakowska 159 dom. 200, już 14 października 2017 ! Do zobaczenia :)

Kto, jak nie Ty!

Kto, jak nie Ty!

Do napisania tego tekstu natchnęli mnie moi Pacjenci, którzy są dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji.

Pracuję z osobami doświadczającymi często bardzo uciążliwych objawów, m.in. z osobami cierpiącymi na bulimię, napadowe objadanie się. Osoby te, najczęściej mają mocno negatywny stosunek nie tylko do swojego ciała i wyglądu, ale także do samych siebie w różnych aspektach funkcjonowania. Pamiętam, jak na jednej z sesji zdziwiłam się bardzo, gdy usłyszałam, że mój pacjent, wspominając okres szkolny i stresy związane ze sprawdzianami powiedział, że wyrażając swój lęk przed porażką usłyszał od rodziców: „No, kto jak nie ty. Na pewno zdasz.” Te słowa były dla mojego pacjenta (i podejrzewam, że wielu innych osób także) źródłem dodatkowego stresu i obciążenia, a nie wyrazem wsparcia. Zaciekawiona, postanowiłam przyjrzeć się temu, z jakiego powodu przekaz „kto jak nie ty” można odbierać jako: „Musisz być najlepszy. Nie wolno ci mnie rozczarować”, zamiast np.: „Wierzę w ciebie. Dasz sobie radę najlepiej, jak będziesz umiał/a”.

Obciążenie, czy wsparcie?

W najlepszym wypadku moi pacjenci na początku terapii siebie nie lubią. Niestety znaczna ich część pała do siebie odrazą, czy wręcz nienawiścią. Przeżywają złość wobec tego, co robią lub czego nie robią oraz wobec tego, jacy w swoim odczuciu są. Ich „ja realne” – czyli to jak siebie widzą, jak siebie przeżywają, mocno odbiega od tego, jacy chcieli by być („ja idealne”) lub jacy, według siebie lub według swoich wyobrażeń o oczekiwaniach innych – być powinni („ja powinnościowe”).

Człowiek o stabilnym „ja realnym”, czyli adekwatnej wiedzy na temat tego jaki jest, jakie ma zasoby (np.: jest wrażliwy, ma prawo jazdy, umie bielge posługiwać się językiem angielskim), oraz jakie ma braki (np.: kłopoty z organizacją czasu, bałaganiarstwo, nieznajmomość języka francuskiego), zdecydowanie łatwiej przyjmuje zarówno krytykę, jak i komplementy. Ani od krytyki ani od komplementów nie uzależnia swojego dobrego samopoczucia. Ma tzw. oparcie w samym sobie.

Osoba, u której obraz „ja realnego”, czyli to, kim według siebie jest, odbiega od „ja idealnego” jest skłonny do przeżywania smutku, apatii, rezygnacji. Przyjmuje zdanie innych jakby mieli patent na nieomylność, ponieważ sam siebie nie przeżywa jako kogoś wartościowego, przepaść pomiędzy „ja realnym”, a „ja idealnym” jest ogromna. Gdy zaś doświadczamy rozdźwięku pomiędzy „ja realnym”, a „ja powinnościowym” pojawiają się najczęściej takie odczucia jak: poczucie wstydu, poczucie winy i lęk.

To tłumaczy, w jakiej sytuacji stwierdzenie „Kto, jak nie ty” wywołuje stres. Podsumowując – jeśli istnieje duża różnica między tym jak ja siebie postrzegam, a tym jaki/a chciałabym być lub jaki/a powinienem/powinnam być, wówczas dużo łatwiej interpretować wypowiedzi innych jako atak lub wyraz niezadowolenie z ich strony. Gdyż, de facto, to my siebie bez przerwy torpedujemy oraz jesteśmy z siebie niezadowoleni. To, czego doświadczamy w sobie, jest nam łatwiej zobaczyć na zewnątrz. To zjawisko nosi nazwę selektywnej, czyli wybiórczej uwagi (zwracam uwagę na to, co mnie dotyczy lub czego się boję, a pomijam inne elementy rzeczywistości).

Pojawia się pytanie – skąd rozdźwięk pomiędzy „ja realnym” a „ja idealnym” lub/i „ja powinnościowym”

Jednym z możliwych wytłumaczeń może być zagadnienie i potrzeba bezwarunkowej akceptacji, bycia kochanym. Za dostarczenia nam takiej pewności, że niezależnie od tego, jacy jesteśmy, jesteśmy ważni, chciani i kochani są odpowiedzialni najbliżsi opiekunowie, czyli najczęściej rodzice. Niestety, nie zawsze umieją nam to okazać. A czasem po prostu tej bezwarunkowej akceptacji wobec nas nie czują.

Słów kilka o bezwarunkowej akceptacji

Daleka jestem od twierdzenia, że jedyną przyczyną powstawania takich zaburzeń jak np. bulimia, jest brak wsparcia ze strony bliskich. Bliżej mi do stwierdzenia, że brak empatii, czyli umiejętności wczuwania się w przeżycia i nastroje innych oraz warunkowa akceptacja mocno się wiążą z niskim poczuciem własnej wartości oraz rzutują na obraz samego siebie.

Co to znaczy warunkowa akceptacja? Zobrazować to można takim zachowaniem rodzica, które buduje w dziecku przekonanie, że jeśli będzie robić coś np.: zabronionego, to rodzic je odrzuci, czyli nie będzie dostępny fizycznie lub psychicznie, co dla małej, całkowicie zależnej istoty jest zagrożeniem fundamentalnym. Znam osoby, których rodzice karali je za przewinienia np.: milczeniem. Takie zachowanie może dawać przekaz: „będę cię kochać, tylko pod warunkiem, że będziesz <grzeczny/a>”.

W tym kontekście łatwiej zrozumieć, że słowa „Kto, jak nie ty!” mogą zostać zinterpretowane jako warunek akceptacji oraz brak przyzwolenia na porażkę, błąd, złą ocenę w szkole.

Co może myśleć o sobie osoba, która usłyszy komunikat: „kto jak nie ty”, przed trudnym dla niej wyzwaniem, odczuwająca lęk i napięcie

Może myśleć, np. tak:” Skoro nikt tylko ja, to nie mogę przecież zawieźć. Nie może mi się nie udać. Bo jak odniosę porażkę to… stracę akceptację najbliższych, albo gorzej – wyrządzę im przykrość, zawiodę.” To oczywiście przedkłada się na sposób postrzegania samego siebie i przeżywanie podwójnego stresu: „Jestem do bani. Do nieczego się nie nadaję”. Tworzy się przekonanie, że jeśli mi się nie uda, będę gorszą wersją siebie. Powstają warunki własnej akceptacji. A „ja realne” ulega zniekształceniom. Nieadekwatny obraz siebie swoje źródło ma w tzw. błędach poznawczych, czyli np.: wyolbrzymianiu wad lub/i umniejszaniu osiągnięć.

 Słów kilka o warunkowej i bezwarunkowej miłości

Na wagę złota są rodzice, którzy potrafią w wystarczający sposób okazać dzieciom, że bez względu na to, co dziecko zrobi lub nie, czy powie „tak”, czy odmówi miłość rodzica i akceptacja dziecka będą stałymi elementami jego rzeczywistości. Gorzej, gdy rodzice mylą ocenę zachowania dziecka z oceną jego, jako osoby. Brak uważności na wypowiadane słowa, może nieść za sobą potężne konsekwencje.

Eksperyment

Część 1

Zamknij oczy i powiedz sobie w myślach „Ale jesteś fleja”. Pooglądaj swoje uczucia, myśli. Jak takie zdanie wpływa na Twoją samoocenę i czy? Oczywiścei zależy bardzo kto te słowa wypowiada. Jeśli osoba obojętna emocjonalnie, pewnie wzruszę ramionami i pójdę swoją drogą. Nie zawsze jednak można to zrobić, bo gdy takie słowa wypowiada ważna dla mnie osoba, sprawa przybiera diametralnie inny obrót. Jeśli jestem dzieckiem taka osoba ma dodatkową władzę – całkowicie od niej zależę. Dodatkowo, to ona pokazuje mi świat, mówi jaki jest, a więc także jaka ja jestem. Jeśli jestem fleją, grubasem, bałaganiarą, to tak właśnie jest. Nie mam podstaw, żeby jej nie wierzyć. Jako dziecko, nie mam jeszcze wykształconych mechanizmów, żeby się obronić. Powiedzieć np.: „to, co mówisz jest dla mnie krzywdzące. Ja tak o sobie nie myślę.” Dodatkowo ocena osoby odbiera możliwość zmiany. Bo skoro jestem fleją, to jest to niejako „wbudowana” we mnie cecha. Taka jestem. Nie mogę tego zmienić, tak jak nie mogę zmienić koloru skóry albo grupy krwi.

Część 2

Znów zamknij oczy i powiedź sobie „Popatrz jak porozrzucałaś papierki, nie podoba mi się takie zachowanie. Proszę posprzątaj”. Teraz też pooglądaj swoje uczucia, myśli. Jak takie zdanie wpływa na Twoją wartość jako osoby i czy? Lepiej? Na pewno, nie jest miło słuchać krytyki, ale przynajmniej wiem, co zrobiłam, jakie to uczucia wywołuje w drugiej osobie, a dodatkowo – eureka! – dostaję podpowiedź jak mogę tę sytuację zmienić. Czyli krytykuje się moje zachowanie, a nie mnie. Nie jestem fleją, tylko porozrzucałam papierki. Pozbieram i świat się na tym nie skończy. Nadal ja, jako osoba jestem okej, nie okej jest tylko moje zachowanie. Można iść dalej.

Więc kto, jak nie ja – zdanie które ma wyrażać słowa: „wierzę w ciebie. Jestem pewna, że dasz sobie radę”. Mogą być odczytane – „nie może ci się nie udać.” Fala stresu i lęku, to naturalne uczucia, gdy nie mam przyzwolenia na wpadkę, porażkę, błąd. „Jeśli ty tego nie zrobisz, to nikt sobie nie poradzi.” A jeśli poradzi? Jeśli na klasówce/egzaminie pójdzie komuś lepiej, to co to mówi o mnie?

Huśtawka między niebem a piekłem

Albo jestem genialna, wiadomo, najlepsza, albo jestem nikim. Moi pacjenci często są zakleszczeni na takiej przeklętej huśtawce – pomiędzy oczekiwaniami (faktycznymi bądź wyimaginowanymi) innych, a często swoich własnych, a poczuciem totalnej, nieodwracalnej porażki. Stawiają sobie warunki akceptacji – jeśli schudnę, będę w życiu szczęśliwa. Jeśli to, czy tamto uda mi się zrobić, będę wreszcie ok. Odczuję upragnioną ulgę. Czy aby na pewno? Czy rzeczywiście uda się kiedykolwiek napełnić dziurawe wiadro?

Często zapominamy albo nikt nam o tym nie powiedział (nie dał bezwarunkowej akceptacji), że ok jesteśmy już TERAZ. Po prostu. Nic więcej nie musimy robić. To, co może podlegać zmianie, to zachowanie i sposób myślenia. Bardzo ważne, żeby umieć to oddzielać.

Nauka akceptacji swoich uczuć i siebie to jest to, co często dzieje się w psychoterapii. Moim zdaniem, jako specjalisty jest pomoc Pacjentom w odróżnieniu tego, co może być zmienione od tego, co zmianie nie podlega, albo nie jest ode mnie zależne.

Pozwól sobie na „słabość”

Zdanie, które budzi dreszcze u większości osób cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości – no bo jak pozwolić sobie na „słabość”? Na bycie nikim mam sobie pozwolić? Na utratę akceptacji, wyśmianie, odrzucenie? Takie przekonania często towarzyszą tym, którzy przychodzą do mojego gabinetu. Zwracam im wtedy zazwyczaj uwagę na błąd poznawczy polegający na biało-czarnym myśleniu. Bycie słabym wbrew pozorom nie wyklucza bycia silnym i odwrotnie. Chwilowy nastrój, czy emocje nie definiują całego człowieka. Dla przykładu: czy jeśli jestem zazdrosna o kogoś, czy to znaczy, że jestem zazdrośnicą? Czy przeżywam emocje zazdrości non-stop? Oczywiście, odpowiedź jest prosta. Zdarza mi się przeżywać zazdrość, jak wiele innych emocji. Natomiast to, że tak czuję nie świadczy o mnie ani dobrze, ani źle. Mogę się tej mojej zazdrości przyglądać, jeśli utrudnia mi życie, w negatywny sposób wpływa na mój związek. Ale sama w sobie po prostu jest.

Kto jak nie ty – wnioski

Psychoterapia – w moim rozumieniu – polega na docenieniu człowieka takim, jakim jest. Ze wszystkimi jego mocnymi stronami i wszystkimi słabościami. Nad tym, które dla danej osoby są najbardziej uciążliwe – pracujemy, starając się wykluczyć warunki, własnej akceptacji, które zamiast motywować do rozwoju stają się przysłowiowym kijem włożonym w szprychy.

psycholog, Gabriela Sułkowska

Wielkie rodzinne cierpienie – pełna obsada, czyli role dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej

Jednym z najsilniejszych instynktów człowieka jest dążenie do przetrwania – czyli tak zwany instynkt samozachowawczy. Kiedy znajdujemy się w niebezpieczeństwie, działa on nieświadomie, „odpalając” zachowania, które mają umożliwić nam przeżycie. Sytuacja staje się szczególna – a właściwie szczególnie patologiczna – kiedy każdy dzień w domu rodzinnym wiąże się z niebywałym cierpieniem. Dlatego właśnie ludzie, którzy żyją w dysfunkcyjnych rodzinach, wchodzą określone role – zapewnia to stałość systemu rodzinnego, utrzymanie problemów w sekrecie oraz umożliwia przetrwanie w rodzinnym piekle.

Mamusia nie chciała Cię skrzywdzić – główny rozgrywający

Tę rolę na ogół przyjmuje małżonek osoby uzależnionej lub przemocowej, ale zdarza się, że przypada ona „w udziale” również najstarszemu dziecku. Taki człowiek jest „rzecznikiem” osoby, która jest odpowiedzialna za zło w rodzinie – usprawiedliwia jej nieobecności w pracy, dzieciom tłumaczy, że to, że mama je bije, to tylko ich wina i jeśli będą grzeczne, to na pewno nic takiego się nie powtórzy. Za taką postawą kryje się oczywiście lęk o utratę bliskich osób oraz obawa przed tym, co powiedzą sąsiedzi i dalsi krewni, gdy okaże się, że rodzina nie funkcjonuje tak dobrze, jak się wydawało. Utrzymanie tajemnicy wewnątrz rodziny staje się ważniejsze, niż dobro jej członków – główni rozgrywający często powtarzają, że „nie wolno hańbić rodziny”, „swoje brudy pierze się we własnym domu” i „w każdej rodzinie są problemy”. Niekiedy posuwają się nawet do negacji tego, co się dzieje – zwłaszcza w sytuacji molestowania seksualnego: „Tatuś nigdy by cię nie skrzywdził!”, „Żadne krzywdzenie nie ma przecież u nas miejsca”.

Tato, uratuję Cię! – bohater rodzinny

Dziecko, podczas eksplorowania świata i poszukiwania swojego miejsca w społeczeństwie popełnia błędy i bywa – posługując się językiem dorosłych – „niegrzeczne”. Jeśli tak się nie dzieje i młody człowiek nieustannie dąży do perfekcji – idealnie się zachowuje, zawsze opiekuje się innymi, a w szkole zdobywa najlepsze oceny – prawdopodobnie w jego domu dzieje się coś niedobrego. Dziecko – bohater próbuje „wynagrodzić” rodzinie trudy, jakie wiążą się z doświadczaniem i ukrywaniem problemu. Towarzyszy mu nadmierne poczucie odpowiedzialności i strach, że jeśli nie będzie wystarczająco dobre, rodzina rozpadnie się. Choć takie osoby nierzadko osiągają sukcesy w życiu zawodowym, płacą za to ogromną cenę – brak rozumienia własnych uczuć, nerwice, depresja, próby samobójcze to tylko niektóre z nich.

Sprawdzę, czy nie ma mnie w kuchni – dziecko we mgle

Peleryna niewidka funkcjonuje nie tylko w magicznym świecie Harry’ ego Pottera. „Płaszcz niewidzialności” zakładają także na siebie dzieci z rodzin patologicznych. Ta strategia radzenia sobie z problemami w rodzinie polega na wycofywaniu się z życia rodziny, zamykaniu się w sobie i nierzucaniu się w oczy. Dzieci, które biorą na swoje barki odegranie tej właśnie roli, często posiadają bogate życie wewnętrzne i lubią uciekać w świat fantazji – świadkami ich dramatów często stają się więc karty pamiętników, zwierzęta domowe lub… pluszaki. Jeśli taka osoba nie otrzyma odpowiedniej pomocy, brak asertywności i swoista apatia mogą na zawsze naznaczyć jej życie cierpieniem.

Gardzę wami, idę zajarać – dziecko ofiara

Żadne dziecko nie chce przyznać, że jego rodzice są złymi ludźmi – z drugiej strony jednak, kiedy w domu dzieje się bardzo źle, ktoś musi przyjąć rolę „czarnego charakteru”. Dziecko – kozioł ofiarny odwraca uwagę rodziny od głównego problemu, stosując hardcorowe zagrywki – sięganie po substancje psychoaktywne, zbieranie w szkole samych jedynek, wdawanie się w konflikty z prawem. Rzadko który nauczyciel lub wychowawca zdaje sobie sprawę, że jego aroganckie zachowanie jest tak naprawdę pracą… dla „dobra” zaburzonej rodziny. Takie dzieci często jednak jako jedyne potrafią nazwać problem, jaki jest w rodzinie – alkoholizm, przemoc czy szantaże emocjonalne. Problem polega jednak na tym, że „łobuza” zazwyczaj się nie słucha.

Hahaha, zobacz, ta butelka wygląda jak wazon – dziecko maskotka

W tę rolę wchodzi przeważnie najmłodsze dziecko. Radzi sobie ono z napięciem wewnątrz rodziny za pomocą humoru, niezdarności, wypierania trudnych emocji. Bywa komplementowane przez resztę rodziny, chwalone za to, że „poprawia wszystkim humor”. Tak naprawdę jednak dziecko-maskotka niesamowicie cierpi. Jego śmiech nie ma nic wspólnego z wesołością – to jedynie maska, umożliwiająca chwilową ucieczkę. Takie dziecko nieustannie jest w pracy – rodzina niejako „zatrudnia” je jako komika. Maskotki płacą wysoką cenę za rolę, jaką przychodzi im odgrywać – rzadko są brane na poważnie, a ludzie często uważają ich za jednostki nieodpowiedzialne. Te osoby bardzo rzadko otrzymują pomoc – przecież one zawsze się śmieją!

W niektórych rodzinach jedna osoba odgrywa jednocześnie więcej niż jedną rolę – na przykład łączy „obowiązki” bohatera i głównego rozgrywającego. Przy ocenie zachowania dziecka należy zawsze mieć na uwadze, że jego wybryki lub chorobliwa skłonność do rywalizacji na przykład o dobre stopnie jest strategią służącą odwróceniu uwagi od problemów w domu i dążeniem do przetrwania – dopuszczenie do siebie myśli, że rodzina, w której żyjemy, to prawdziwy Dom Zły, bywa przerażające. Odpowiednio prowadzona psychoterapia oraz dobrze dobrane leki mogą jednak przywrócić ludziom z rodzin dysfunkcyjnych wolność – w tym przypadku jest nią możliwość zejścia ze sceny.

             wolontariuszka: Angelika Szelągowska-Mironiuk

Empatia – czy jest ważna?

Empatia to istotny czynnik wpływający na bardzo wiele sfer życia człowieka, począwszy od rozwoju i edukacji najmłodszych, poprzez budowanie satysfakcjonujących związków, sukces zawodowy, a także przeciwdziałanie przestępstwom oraz innym niepożądanym zachowaniom człowieka. Co o empatii mówi nauka?

Przede wszystkim nie ma jednej definicji pojęcia empatia. Najprawdopodobniej pierwszym, który użył tego słowa był Titchener (z języka niemieckiego słowa einfühlung – wczuwanie się, a z języka greckiego empatheia – kontakt z uczuciami innej osoby). Emocje często mylone z empatią to współczucie oraz osobisty dyskomfort. Współczucie to nasze odczucia wobec drugiego człowieka, nie zaś odczucia takie same jak przeżywa ta osoba., natomiast osobisty dyskomfort to nasza negatywna reakcja emocjonalna wynikająca z postrzegania sytuacji innej osoby. Eisenberg i Strayer zdefiniowali empatię jako reakcję emocjonalną człowieka w odpowiedzi na postrzeganie innej osoby.

Cechami charakterystycznymi empatii jest odczuwanie emocji takich samych bądź podobnych do tego co czuje (bądź wydaje nam się, że czuje) druga osoba oraz jednoczesne bycie świadomym, że emocje jakie się w nas zrodziły są odpowiedzią na inną osobę, wynikają z jej stanu czy sytuacji.

Relacje między empatią a zachowaniem nie są jednoznaczne. Do dziś przeprowadzono szereg badań by sprawdzić czy empatia motywuje do altruizmu. Podczas analizy wielu prac naukowych innych badaczy Underwood and More stwierdzili, że nie ma związku między poziomem empatii, a zachowaniami, które możemy określić jako prospołeczne Wyniki ich pracy są jednak poddawane pod dyskusję ze względu na sposób pomiaru empatii (dzieci dokonywały samoopisu). Inne badania wskazują, że empatię można jednak traktować jako podstawę moralności. Bierze ona udział w sądach moralnych oraz skłania do refleksji dotyczących wpływu naszych zachowań na innych.

Istnieje hipoteza empatii-altruizmu stworzona przez Batsona, która mówi, że człowiek będzie pomagać innemu człowiekowi jeśli będzie odczuwać część jego cierpienia. W badaniu, podczas którego dzieci oglądały filmy z różnymi sytuacjami i reagowały emocjonalnie na nieszczęścia dotyczące innych osób wykazano, że pobudzenie emocjonalne zmieniało się wraz z deklarowaną chęcią do pomocy bohaterom. Nie wiadomo natomiast czy zachowania prospołeczne wynikają tylko z chęci przyniesienia ulgi innej osobie czy raczej załagodzenia swoich negatywnych emocji. Najprawdopodobniej obie motywacje przeplatają się ze sobą i ich występowanie jest zależne od innych czynników. Zachowania prospołeczne motywowane empatią i współczuciem (w odróżnieniu od dyskomfortu) występują w sytuacjach, gdy możemy uniknąć kontaktu z osobą potrzebującą, a mimo to pomagamy jej. Wobec tego możemy wnioskować, że współczucie i empatia sprzyjają altruistycznym postawom.

Rozwój empatii następuje już od wczesnego dzieciństwa. Badacze uważają, że pierwsze jej symptomy można zauważyć już u kilkumiesięcznych niemowląt, które płaczą, gdy słyszą płacz innego dziecka. Dzieci w tym wieku nie są jeszcze świadome odrębności od innych osób – być może to częściowo tłumaczy ich łatwość zarażania się emocjami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi.

W badaniach przeprowadzonych przez Pickens i Field trzymiesięczne niemowlęta matek depresyjnych okazały się znacznie mniej radosne i zainteresowane zabawą niż inne dzieci będące w tym samym wieku. Hoffman ten etap w rozwoju empatii trwający do około pierwszego roku życia nazwał empatycznym dyskomfortem.

Kolejny poziom jaki wyróżnia Hoffman to egocentryczna empatia. Charakteryzuje się tym, że dziecko wie już, że osoba, którą obserwuje nie jest nim, jednak nadal ma problemy z ustaleniem, które uczucia należą do niego. w związku z tym jego reakcje na sytuacje innej osoby nadal potrafią być nieadekwatne i służyć poradzeniu sobie z odczuwanym dyskomfortem. Dzieci przyglądające się cierpieniu innej osoby potrafią rozpłakać się, ale również zacząć ssać kciuk czy smoczek, bądź podążać w kierunku opiekuna szukając u niego pocieszenia.

Pseudoegocentryczna empatia wyłania się około drugiego roku życia. Dziecko w coraz większym stopniu odnosi swoje odczucia do świata zewnętrznego. Rozwój poznawczy pozwala mu na lepszą ocenę sytuacji, cały czas boryka się ono jednocześnie z błędami w jej rozumieniu. Odpowiedzią na cierpienie innego człowieka są już działania w jego kierunku mające przynieść pomoc. Często bywają one nietrafione, gdyż dziecko nie potrafi przyjąć perspektywy innej osoby i oferuje to, co jemu przynosi w takiej sytuacji ulgę. Widząc płacz innego dziecka może na przykład zaprowadzić go do swojej matki. W następnych miesiącach zaczyna się rozwijać właściwa empatia. Dziecko rozpoznaje swoje odbicie w lustrze, jest coraz bardziej świadome swojej odrębności  Mając trzy lata potrafi rozpoznać, że obserwowana emocja jest wynikiem sytuacji dotyczącej innej osoby, umie też nazwać podstawowe emocje mu towarzyszące. Również stany emocjonalne oraz potrzeby swoje oraz innych są przez nie coraz lepiej identyfikowane. Teraz dziecko zdaje sobie sprawę, że by ukoić smutek kolegi musi przynieść ulubioną zabawkę tego właśnie chłopca. Po 12 roku życia dziecko potrafi odczuwać tak jak inne osoby i rozumieć je nie tylko w kontekście danej sytuacji, ale również szerszym na przykład związanym z biedą czy kataklizmem.

U małych dzieci opiekun jest najważniejszą osobą i to w kontakcie z nim jest budowane jego poczucie bezpieczeństwa i samoświadomość. Dorośli, którzy już jako niemowlęta mieli możliwość stworzenia silnej więzi z rodzicem, a następnie wzrastali w atmosferze bezpieczeństwa, mają lepiej rozwiniętą empatię. Dziecko niejako uczy się empatii, postaw i zachowań z nią związanych. To jak rodzice okazują mu empatię oraz w jakich sytuacjach to się dzieje, staje się podstawą do rozwoju empatii. Empatyczni opiekunowie odpowiadając na potrzeby dziecka oddziałują pozytywnie na jego osobowość.

autor: psycholog, wolontariuszka Fundacji Iwona Lewczuk

Batson, C. D. (1991). The Altruism Question toward a Social Psychologicla Answer. Nowy York: Lawrence Erlbaum Hillsdla.

Bowlby, J. (2007). Przywiązanie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.Bowlby, J. (2007). Przywiązanie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Bowlby, J. (2007). Przywiązanie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Goleman, D. (1997). Inteligencja emocjonalna. Poznań: Media Rodzina.Davis, M. H. (1999). Empatia. o umiejętności wpółodczuwania. Gdańsk: Wyd. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Goleman, D. (1999). Inteligencja emocjonalnpraktyce. Poznań: Media Rodzina

Eisenberg, N.(2005). Empatia i współczucie. W: M. Lewiss, J.M. Haviland-Jones (red.), Psychologia emocji (s. 849-862). Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Eisenberg, N., Fabes, R. A., (1990). Empathy: Conceptualization, assessment, and relation to prosocial behavior. Motivation and Emotion, 14, 31–149.

Eisenberg, N., Strayer,J. (1987). Critical issues in the study of emphaty. W: N. Eisenberg, J. Strayer (red.), Empathy and its development (s. 3-13). Cambridge, England: Cambridge University Press.

Goleman, D. (1997). Inteligencja emocjonalna. Poznań: Media Rodzina.

Goleman, D. (1999). Inteligencja emocjonalna w praktyce. Poznań: Media Rodzina.

Gulin, W., (1994). Empatia dzieci i młodzieży. Lublin: Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Hoffmann, M.L. (1978). Empathy, its development and prosocial implications. W: C.B.Keasey (red.), Nebraska Symposium on Motivation, 25, (s. 169-218).

Hoffmann, M.L. (1982). Development of prosocial motivation: Empathy and guilt. W: H. Beilin, N. Eisenberg (red.), The development of prosocial behavior (s. 281-313), New York: Academical Press.

Hoffman, M. L. (2000). Empathy and moral development: Implications for caring and justice. Nowy York: Cambridge University Press.

Hoffmann, M.L. (2006). Empatia i rozwój moralny. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Howe, D. (2013). Empatia, co to jest i dlaczego jest taka ważna. Warszawa: Oficyna Ingenium. Pickens, J., Field, (1993). Facial Expressivity in Depressed Mothers. Developmental Psychology, 29 (6)

Strus, W. (2012). Dojrzałość emocjonalna a funkcjonowanie moralne. Warszawa: Liberi Libri.

 

Najlepsza zmiana. Czym jest psychoterapia?

Psychoterapię nazywa się czasami „leczeniem duszy”. Brzmi górnolotnie? Na pewno. Ale… kto powiedział, że nieco egzaltowane określenia nie mogą być trafione?

Nieco mądrych definicji

Terapia psychologiczna (jak również określa się psychoterapię) jest formą pomocy psychologicznej. Podstawę do jej prowadzenia stanowi kontrakt pomiędzy terapeutą a osobą poszukującą pomocy. Prowadzi się ją w formie regularnych spotkań z terapeutą w określonym miejscu i czasie. Terapię dzielimy na grupową lub indywidualną – wszystko zależy od natury zgłaszanego problemu oraz nurtu, w jakim pracuje dany terapeuta… ale do tego jeszcze wrócimy. Podstawowym „narzędziem” pracy terapeuty jest rozmowa terapeutyczna, ale oprócz niej stosuje się wiele różnych technik – testy projekcyjne, symulacje, dialogi sokratejskie czy psychoedukację.

Na co to komu?

Pomoc u psychoterapeuty znajdą osoby, które zmagają się z zaburzeniami osobowości, zaburzeniami emocjonalnymi, fobiami, zaburzeniami lękowymi lub zespołem stresu pourazowego. Warto wiedzieć, że terapia może także być sposobem na poprawienie komunikacji w rodzinie czy związku, a także pomóc w wyjściu z uzależnienia. Oczywiście, do terapeutów często zgłaszają się także osoby, które nie wiedzą, co im właściwie dolega – pracę zaczyna się wówczas od diagnozy.

A nie lepiej wziąć proszki?

Czasami lepiej, a czasami – nie. Trzeba jednak zaznaczyć, że psychoterapia nie wyklucza stosowania leków psychotropowych i korzystania z pomocy psychiatry – często psychoterapeuta oraz psychiatra współpracują ze sobą, by uzyskać jak najlepsze efekty leczenia. Przy pewnych zaburzeniach terapia jest dodatkiem do farmakoterapii, a kiedy indziej – to leki „uzupełniają” jedynie pracę wykonywaną z psychoterapeutą. Rzecz jasna, bardzo często stosuje się psychoterapię bez leków – wszystko zależy od tego, jaka jest natura problemu pacjenta.

Wartkie nurty terapii

W zakresie psychoterapii istnieją różne szkoły i nurty. Każda i każdy z nich postrzega problem pacjenta z nieco innej perspektywy, tworzy odmienny model zaburzeń oraz tłumaczy trudności odwołując się do innych teorii. Czy oznacza to, że istnieją „lepsze” i „gorsze” terapie? Bynajmniej! Każdy nurt psychoterapeutyczny, aby był „dopuszczony do użytku”, musi mieć – zaczerpnijmy języka reklamowego – skuteczność potwierdzoną badaniami klinicznymi.

W kilku następnych tekstach będziemy opisywać różne nurty terapeutyczne. Choć każdy z nich jest skuteczny – warto poznać je i porównać, by w razie potrzeby wybrać ten, który odpowiada nam najbardziej. Zajrzyjcie koniecznie na stronę naszej poradni: http://poradnia.zobaczjestem.pl/

Angelika Szelągowska-Mironiuk